Szybko, ale bezpiecznie, czyli kultura jazdy na (polskiej) drodze.

Szybko, ale bezpiecznie, czyli kultura jazdy na (polskiej) drodze.

Chociaż tytuł powinien brzmieć: dzbany na (polskiej) drodze. To będzie emocjonalny wpis. Wyraz mojej frustracji, bezsilności i niezadowolenia z obecnego stanu rzeczy. I chociaż statystyki wypadków się trochę poprawiają, to wiele się jeszcze musi wydarzyć, żeby faktycznie kultura jazdy, a co za tym idzie – bezpieczeństwo i przyjemność z przemierzania naszych autostrad się poprawiły.

Krótka definicja złości

Mieszkam w Krakowie. Spore miasto, duży ruch jest właściwie codziennie, każdy się gdzieś spieszy. Na drodze da się wyczuć nerwowość, powietrze wibruje nie tylko od nagrzanego asfaltu, ale także od nadmiaru negatywnych emocji.

Parę tygodni temu usłyszałem historię o złości. Nie pamiętam jej dokładnie, wiec pewnie dodam coś od siebie, ale patrz wstęp.

Złość bardzo dobrze zdefiniować na przykładzie kierowcy. Planuje przejazd z punktu A do B, ma w głowie plan, animowana mapa w głowie szybko wyświetla optymalną trasę i w drogę. Po pierwszych 500 m pojawia się problem – korek. Potem ktoś wjechał na skrzyżowanie i zablokował zjazd. Pojawiają się przeszkody, które psują cały misterny plan naszego bohatera i pojawia się złość. Do Krakowa codziennie wjeżdża 250 tys. aut. zapewne drugie tyle to mieszkańcy, przemieszczający się do pracy, na zakupy. Pół miliona potencjalnie złych (w sensie emocjonalnym) kierowców. Co może pójść nie tak?

Cebulostrady

Możemy narzekać, że są bramki na autostradach, że drogo, że budowa kosztowała majątek. Ale mamy całkiem ładne, szerokie, asfaltowe autostrady. Problem w tym, że nie umiemy po nich jeździć. Nie odkrywam ameryki, wiem. Na co dzień jakoś z tym żyłem, byłem przyzwyczajony do audi, bmw czy mercedesa przyklejonego do mojego zderzaka jakbym ciągnął za sobą lawetę. Byłem przyzwyczajony do aut klasy premium przecinających powietrze na lewym pasie z prędkością niewiele mniejszą od startującego Boeinga 747. Wreszcie byłem przyzwyczajony do kierowców ciężarówek wykonujących karkołomne manewry wyprzedania, wjeżdżających na chama na lewy pas. Trochę ich rozumiem, bo jak inaczej mają wykonać to zrobić, skoro na lewym pasie mknie sznur aut niezachowujących nawet minimalnych odległości?

Drogowy detoks

Wszystko się zmieniło, kiedy wyjechałem na tydzień do Chorwacji. Nawet na zakorkowanych chorwackich autostradach jeździ się o niebo lepiej niż u nas. Nie mówiąc już o Austrii i Słowenii. Tam kultura jazdy jest nieporównywalnie wyższa. Przykład? Obwodnica Wiednia, 3 lub 4 pasy, trochę remontów i ograniczenia do 60 i 80 km/h. I co? Wszystkie pasy grzecznie jadą z przepisową prędkością. Nikt nie skacze po pasach, nie wisi na zderzaku poganiając światłami. Jeśli ktoś potrzebuję zmienić pas, bo akurat będzie zjeżdżał – nie ma problemu! Po pierwsze, jest miejsce między samochodami, a po drugie – inni kierowcy widząc mrugający kierunkowskaz po prostu wpuszczają delikwenta.

kultura jazdy na autostradzie
Lewy pas: dobrze. Prawy: odległość do poprawki.

Autostradowy rollercoaster pojawia się jakieś 50 km przed polską granicą i niestety trwa w najlepsze do samego Krakowa. Mam poważne wątpliwości, czy jakiekolwiek przepisy zadziałają na dzbanów mający za nic podstawowe zasady fizyki.

140 km/h to 39 m/s

Czas reakcji kierowcy to ok 1 s (zakładam, że takiego, który aktualnie nie ma telefonu przy uchu). Do tego czas na zadziałanie układu hamulcowego, jakieś 0,3 s.

Przy takiej prędkości zanim samochód zacznie hamować, przejedzie 50 m.

Czyli długość 3 ciągników z naczepami.

Jeśli nasz bohater jedzie za mną w odległości (w optymistycznej wersji) 10 m, to stwarza realne zagrożenie życia wszystkich osób jadących moim autem. Czym to się różni od trzymania odbezpieczonej broni przy mojej potylicy? Może tylko tym, że do opisanej sytuacji bardziej pasuje odbezpieczony granat, bo w przypadku awaryjnej sytuacji, agresor i postronni obserwatorowie również oberwą.

Rozwiązanie?

Nie wiem, kurwa… Policji nie ma, nikt nie egzekwuje przepisów o minimalnej odległości. Nie ma żadnych akcji edukacyjnych, a społeczeństwo nie widzi problemu w jeździe na zderzaku… Biorąc pod uwagę na inne aspekty życia w Polsce – przywileje kościoła, hejt na ludzi LGBT+, poparcie PiSu i pomysły tych idiotów, na poważnie rozważam rzucenie paszportem i zostawienie tego bagna za sobą…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *