Jesiennym liściem w twarz

Jesiennym liściem w twarz

Mieszkasz w dużym mieście i masz klasyczny samochód? To zapewne nie jest Ci obcy temat, a właściwie problem z robieniem czegokolwiek przy aucie. Ogromna większość ludzi w miastach mieszka w blokach, a ich samochody stoją zaparkowane wzdłuż ulicy lub, jeśli ktoś ma szczęście, na osiedlowym parkingu. Niespodziewanie coś zaczyna stukać w Twoim aucie. Dochodzisz do wniosku, że skończyły się końcówki drążków kierowniczych. Wymienisz je sam, jasna sprawa, masz potrzebne narzędzia.

Ah, zapomniałem napisać, że jest listopad.

Jakie masz możliwości? Znieść narzędzia z mieszkania. Podnieść auto przed blokiem i wymienić końcówki, proste!  Niestety osiedlowy parking jest zwykle upchany po brzegi tak, że ciężko drzwi otworzyć, więc jak tu podnieść auto i zdjąć koło? No ale bierzesz się za robotę, bo lubisz swój samochód, chcesz go lepiej poznać i się czegoś nauczyć. Zaczyna wiać wiatr, z nieba leci lekka mżawka. Jesteś po pracy, więc słońce zaszło jakieś 2 godziny temu. Nie zrażasz się, przecież to tylko końcówki drążków. Godzina roboty i wrócisz do ciepłego mieszkania. Zdejmujesz koło. Rozpinasz końcówkę, łatwo nie było, ale przecież jesteś zdeterminowany. Próbujesz ją odkręcić. Nie idzie, popsikujesz wude40. Wiatr rzuca Ci jesienne liście w twarz. Traktujesz to jako zemstę natury za to, że jeździsz tym starym gratem i trujesz środowisko. Próbujesz kolejny raz. NIC. Nie rusza się, nawet zderzenie czołowe nie przestawi zbieżności w Twoim samochodzie.

Wtedy ogarnia Cię smutek. Rezygnacja. Zastanawiasz się, czy nie kupić SUVa…

Znasz to uczucie, prawda? Inna sprawa gdy masz garaż. To jest trochę wyższy level. Ale duży garaż w mieście? Z kanałem i prądem? Blisko mieszkania, z dostępem do wody i takich luksusów jak toaleta? Ha, może być Twój za jedyne 1200 zł miesięcznie! Idealny na warsztat, tanio!

Kraków to całkiem duże miasto. Z jednej strony daje ogromne możliwości, bo taka ilość ludzi potrzebujesz wszystkiego, o każdej porze dnia i nocy. Ale z drugiej posiadanie własnego, starego samochodu, który chcesz sam naprawiać zakrawa na skrajny masochizm.

Jazda po mieście dla przyjemności? Tylko o 3 nad ranem.

Remonty i zamknięte drogi na masową skalę, bez żadnego pomysłu i planu. Kochany urzędniku, dlaczego jeśli zamykasz zjazd z ronda w prawo i kierujesz cały ruch prosto, nie wydłużysz zielonego dla jadących w tym kierunku (rondo Grzegórzeckie, zamknięta Dietla)? Dlaczego w tym mieście nie ma policji, która pomagałaby rozładować ten ruch, przynajmniej w godzinach szczytu?  Dlaczego tworzy się buspas w miejscu gdzie ruch był płynny, a przeznaczenie jednego z pasów ruchu dla autobusów generuje kilometrowe korki (Wielicka)? Dlaczego buduje się podziemny parking z beznadziejnym wjazdem, a następnie stawia się zakaz parkowania na 1,5-kilometrowej ulicy obok, bo nikt nie chce z tego parkingu korzystać (al. 3-go Maja, parking przy Muzeum Narodowym)? Nie wiem, może nie dostrzegam jakichś cudownych efektów tych decyzji, ale nie wydaje mi się, żeby setki samochodów stojących w kilometrowych korkach przyczyniały się do poprawy jakości powietrza.

Samodzielny remont klasyka? Wyprowadź się na wieś!

Mój VW Transporter T3 w garażu. Jednym z niewielu, do których mógł się w ogóle zmieścić.

Dziś już nikt nie buduje zespołów indywidualnych garażu w okolicy osiedla. Tworzy się hale garażowe z miejscami postojowymi. Tak ciasne, że nie wiem jak ludzi wciskają tam swoje wielkie SUV-y. A przy okazji kosztują majątek. Nie rozgrzebiesz na takim parkingu zawieszenia, bo nie ma miejsca. A jak naprawa przeciągnie się, bo nie masz jednak tej malutkiej podkładki i musisz czekać na kuriera? Zostawić to tak? Pozbierać grzecznie narzędzia? A konserwacja podwozia? Weźmiesz szczotę drucianą i będziesz zdzierał rudą szmatę? Może szlifierka? Aaa, nie ma gniazdka. Trudno, i tak byś jej nie użył, bo zakurzysz cały garaż, a sąsiad pozwie Cię do sądu za przykurzenie jego błyszczącej Q7-ki. Klasyczny samochód może tu jedynie zimować pod kocem, ale też bez gwarancji, że ktoś go nie uszkodzi.

Nałóż wosk na brudasa.

Mycie i detailing. To też ciekawy temat, chcesz umyć samochód. Sam, swoimi środkami. Spryskać nadwozie różnymi specyfikami. Ubrać tę fajną, włochatą rękawicę, zanurzyć ją we wiadrze z wodą i wygłaskać każdy zakamarek. Na myjniach bezdotykowych robisz to niezgodnie z regulaminem i mogą Cie przegonić, myjnie ręczne chętnie zrobią to za Ciebie inkasując przy tym trochę pieniążków. A jak chcesz to zrobić sam? No to może pod blokiem? Stawiam każde pieniądze, że po 10 minutach przyjedzie pan policjant / strażnik i ukarze Cię pięćsetzłotowym mandatem.
Jak inaczej? Są przecież myjnie bezdotykowe, wystarczy 10 – 12 złotych i gotowe. Wiecie przecież, jaka jest jakość takiego mycia? Po wyjechaniu ze stanowiska w dalszym ciągu możesz sobie napisać „brudas” palcem na masce. Można też szczotką, która przed 20 minutami upadła panu taksówkarzowi na ziemie po tym jak polerował nią swoje przyczepione tytrytkami kołpaki z marketu. A wiecie co mnie bawi najbardziej? Woskowanie. Nie ma to jak nałożenie „polimerowego” wosku wprost na mokry, brudny samochód.

Czy mam sprzedać swój klasyczny samochód i iść na tramwaj?

Absolutnie nie! Pomimo wszelkich przeciwności musimy trwać dalej  przy naszej pasji! Stare samochody (no dobrze, niektóre nowe także) są piękne, są technicznymi dziełami sztuki, są świadkami historii, o której powinniśmy pamiętać. Klasyczna motoryzacja też może być użyteczna (patrz food trucki, wozy do ślubów, moja te trójka, która woziła nas na wesela zanim rozebrałem ją do gołej skorupy). Jeśli do tego dodamy, że auto z lat 90. może już uchodzić za klasyczne, a przy tym zapewnia całkiem przyzwoity komfort, dynamikę i bezpieczeństwo, to jego użytkowanie jest bardzo przyjemne, a dodatkowo ogromnie ekologiczne, ponieważ nie trzeba produkować nowego auta. A to pochłania mnóstwo energii i zasobów naturalnych oraz przyczynia się do degradacji środowiska w znacznie większym stopniu, niż użytkowanie starego wozu.

Jeśli dopadają Was wątpliwości, przypomnijcie sobie niedzielne, słoneczne, późne popołudnie kiedy nieśpiesznie jechaliście sobie w stronę powoli zachodzącego słońca słuchając ulubionej muzyki. Alby gdy samodzielnie naprawiliście szwankującą elektrykę. Albo skończyliście 4-letni remont… Jak wiele cudownych wspomnień mamy ze swoimi gratami wiecie doskonale sami. Pamiętajcie o tych chwilach, a z wszelkimi innymi problemami sobie poradzimy!

Trzymajcie się ciepło w ten niesprzyjający nam czas, byle do wiosny!

P.S.
To na razie tylko luźny pomysł, ale siedzi mi w głowie dość długo. Co byście powiedzieli na stworzenie miejsca przyjaznego klasykom? Kawałek placu z warsztatem, gdzie można by spokojnie przyjechać i umyć swój wóz, w spokoju go wysuszyć i nawoskować. Gdzie można samemu zmienić olej albo wykonać proste czynności serwisowe. Gdzie można spotkać podobnych sobie ludzi i pogadać chwilę o tym dlaczego znowu nie ma iskry, a gaźnik nie trzyma niskich obrotów. Dajcie znać w komentarzu co o tym sądzicie, a jeśli są już takie miejsca – chętnie się o nich dowiem!

One thought on “Jesiennym liściem w twarz

  1. Takie miejsca istnieją już na śląsku i nie tylko. I można nie tylko umyć porzadnie i wnikliwie samochód, ale i pogrzebać przy nim. Taki garaż do wynajęcie z kanałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *